Hej. Nazywam się Kate Bradley. Jestem w sumie przeciętną nastolatką... Mieszkam w Londynie, uczę się w jednej z najlepszych szkół, jestem szczęśliwa. Tylko narodowość odróżnia mnie od rówieśniczek. Moja matka to Polka, a ojciec pochodził z Anglii, tak jak ja. Tak, pochodził... Zmarł kilka miesięcy temu, co kompletnie mnie załamało. Jego śmierć pozostawiła w moim sercu ranę, pustkę... Mama od pogrzebu zastanawia się nad wyjazdem do jej ojczyzny, ale ja nie chcę tak po prostu wyprowadzić się z przesiąkniętego wspomnieniami domu, zamieszkać wśród obcych mi ludzi i bez znajomości języka! Nie potrafię się z tym pogodzić...
Gdy rozmyślałam o ojcu, do mojego pokoju weszła mama. Chyba znów płakała, bo jej make-up był rozmazany, a
- Zbieraj się, kochanie. Wyjeżdżamy. Już postanowione - jej głos był smutny, a oczy błyszczały. Chyba ona też nie chce wyprowadzki.
- Ale jak to?! Ja nie mogę zostawić tak tego wszystkiego; przyjaciół, nauki... przecież jest środek roku szkolnego...
- Już cię wypisałam ze szkoły. Pakuj walizki. - ucałowała mnie w czoło, po czym wyszła z pomieszczenia. Spojrzałam melancholijnie na mój pokój. Po policzku spłynęła mi łza. Przed oczami pojawiło się wspomnienie taty. Znów widziałam tę jego twarz, te zmęczone, ale wesołe, ciemne oczy; ten ciepły uśmiech, rozwichrzone, kręcone włosy. Przypomniałam sobie dzień, w którym zobaczyłam go ostatni raz. Była wtedy wyjątkowo ładna pogoda. Jak zwykle, kłóciłam się z rodzicami. Nigdy nie próbowali nawet mnie zrozumieć, pojąć moich uczuć... Gdy tato wyszedł z naszego mieszkania, był podenerwowany. Jak jechał do pracy, już był trochę spóźniony... przeze mnie. Nie zdążył wyhamować. Śmierć na miejscu. Do tej pory jestem na siebie wściekła! Jakby nie te idiotyczne kłótnie, jeszcze by żył! Nie zdążyłam nawet go przeprosić, powiedzieć mu, jak bardzo go kocham...
Może przez to nie chcę rozstawać się z tym miejscem. Chyba po prostu przypomina mi tatę. Tęsknię za nim. Nie chcę o nim tak po prostu zapomnieć. Wspomnienia bolą, ale nie tak bardzo, jak myśl, że mogę zapomnieć...
Westchnęłam cicho, po czym wzięłam się za pakowanie walizek. Zadzwoniłam jeszcze do przyjaciół. Pożegnałam się z nimi. Z tą chwilą czułam, że straciłam wszystko. Byłam pewna, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Czy to zmiana na lepsze? Nie wiem... Wtedy też nie wiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz